piątek, 3 grudnia 2021

Fuck you very much

 W tle Lily Allen z piosenką Fuck you i człowiekowi jakoś robi się lżej na sercu. Przyjemna nutka, lekka do posłuchania i do zrelaksowania gdy za dużo osób za dużo chce od nas. Wymagać można od siebie jak najwięcej ale spychać swoje wygórowane oczekiwania na innych nie jest dobrze. Nikt nie dorówna perfekcjonizmowi, któremu tylko ta dana osoba dorównuje i ona umie powiedzieć kiedy jest dobrze. 

Dla przykładu Bartek. Cokolwiek on zrobi jest idealnie. Wie kiedy jest jak ma być i że nie mogło być lepiej. Pomyłki też mu się zdarzają. Jeśli zleci dane zadanie komuś innemu czyli mi i zrobię według swoich standardów jest źle, bo są inne niż jego. Nie wiem co siedzi w jego głowie w danym momencie i jak sprostać oczekiwaniom. Jednego dnia czynność A jest dobra, a następnego czynność A jest zła a powinno się B. Jak się tego domyślić? Nie można. 

Powinnam kupić książkę - żyć z perfekcjonistą. Jak się uchronić przed jego wieczną krytyką. 

 Innym problemem bywa wyznaczanie partnerowi wysokich standardów przy jednoczesnym braku elastyczności i skrajnej  nieufności. Może to rodzić konflikty i poczucie niezadowolenia po obu stronach. Partnerom zazwyczaj towarzyszy poczucie dystansu emocjonalnego oraz brak wsparcia we wspólnym życiu.

Pasuje idealnie, a to jest pierwszy link z wyszukiwarki.  Koniecznie muszę kupić taką książkę.

czwartek, 2 grudnia 2021

Gdybanie

 A gdyby tak jutro wstać wcześniej i nie na szybko myć się i ubierać? Gdyby tak wykorzystać cały ten makijaż jak mam i coś naskrobać na sobie? Byłoby miło, prawda?

Pisanie sprawia mi wielką przyjemność i ulgę. Mogę sobie na chwilę zapomnieć o tym co się dzieje dookoła i pisać i pisać... Co mi palce wyklikają. Co z tego jeśli to będą zdania, które brzmią całkowicie bez sensu. Kto powiedział, że każde zdanie musi mieć sens. Może czasami warto pogadać bez większego celu i nie myśleć czy ktokolwiek zrozumie. Czy mi zależy na tym, aby tutaj ktoś mnie zrozumiał? Nie. A moja psychika odpocznie od myślenia i wyrzuci z siebie to wszystko co tak bardzo ciąży. 

Odnośnie ciążenia. Chciałabym, ale pewnie do tego droga długa. Wiem, że będę dobrą matką. Nauczę jak wierzyć w siebie i w swoje możliwości a przy tym być świadomą ograniczeń. Nie oszukujmy się. Każdy dobrze wie, że są ograniczenia i nie warto myśleć, że wszystko jest możliwe. Nie wszystko jest i to jest jak najbardziej w porządku. Wydaje mi się, że gdy mamy teraz tak dużo możliwości to świadomość, że czegoś się nie da jest ciężka do zniesienia. 


wtorek, 30 listopada 2021

Dwa lata później

 Gdyby chcieć wypisać wszystko co się działo w ciągu tych dwóch lat to by była to tragedia pomieszana z komedią, a i tak wstyd pisać o wszystkim. 

Od poprzedniego postu minął lekko ponad rok. W tym czasie udało mi się wyjść za mąż i prawie ten związek rozwaliliśmy. Po roku. Po dwóch jest lepiej - staramy się o dziecko, niedługo wprowadzimy się do własnego domu. Po wielu latach tułania się po wynajmowanych swoje cztery kąty są bardzo wyczekiwane i potrzebne. Ile można od jednego do drugiego do trzeciego się przemieszczać, prawda? Chce się w końcu osiąść i zostać w jednym miejscu, które można spersonalizować dokładnie tak jak się chce. Gdzie wyobraźnia i pieniądze, trochę też architektura, ale załóżmy że wyobraźnia ogranicza to co chcę zrobić. 

Mam nadzieję, że to będzie miejsce które będzie sprzyjało mojej kreatywności i w końcu nie będzie możliwości tłumaczenia - nie mam gdzie trzymać, nie ma miejsca. Oby to było właśnie to co mnie blokuje. Wiem, że nie będzie tak, że obudzę się pewnego dnia i ptaki będą ćwierkały radości "to dzisiaj wszystko się uda! zrobisz to wszystko co od dawna chcesz i zaczniesz żyć tak jak tego pragniesz. od dziś będzie lepiej!" Ale kto by nie chciał takich magicznych ptaszków. 

Chciałabym kupić sobie kiedyś może tablet. Coś przenośnego, małego, że mogłabym w każdym miejscu sobie usiąść i pisać. Tak było lata temu gdy miałam netbooka. Teraz takich rzeczy nie robią. Maleństwo idealne to przenoszenia, z dobrą baterią. Telefon ma za mały ekran i to nie jest to samo. Tak... Marzy mi się mały notebook albo tablet, chociaż notebook ma przewagę związaną ze wspomnieniami. 

Widzę siebie siedzącą w przyjemnym otoczeniu. Kocyk, światło, dobra herbatka albo kawa jeśli zechcę i piszę co mi się z duszy wylewa. A pisząc to czuję wielkie marnotrawienie. Nie czuję że jestem stworzona do wielkich, WIELKICH rzeczy, ale na pewno większych niż to co teraz robię. Nie robię więcej, bo się nie uczę. I taka jest brutalna prawda. Mogłabym więcej, wiem że mogę, że będę w stanie nauczyć się, ale się nie uczę, nie rozwijam. Zamknęłam się w swoich czterech ścianach, niekoniecznie bezpiecznych, ale moich i dość znanych. Siedzę i siedzę i cofam się coraz bardziej.