wtorek, 5 listopada 2019

Kalendarz przeczytanych stron

Widziałam bardzo fajną grafikę. Była na niej zaznaczana codzienna ilość przeczytanych stron książki. Pomysł świetny i myślę czy go u siebie nie wprowadzić. Na to potrzebny mi najlepiej pamiętnik w zeszycie, a nie tutaj. Tam by było wygodnie. Albo... zwykły kalendarz... Uwielbiałam pisać na kartkach, uwielbiam samą tę czynność pisania. Sprawiało mi radość patrzenie na kolejne pięknie zapisane strony. Cały czas jestem rozdarta między formę bloga, a zeszyt. O ironio. Prędzej ktoś znajdzie i przeczyta zeszyt niż trafi na tego bloga.
Co do przeczytanych stron myślę, że najlepiej sprawdzi się do tego zwykły kalendarz. Tam mogę zaznaczać i przeczytane strony i ćwiczenia jeśli zrobiłam i cokolwiek mi wpadnie do głowy. Nie opisywać się, bo nie ma miejsca. Znając życie jeśli zaczęłabym pisać w zeszycie o chciałabym to jakoś uporządkować, dorobić coś więcej. Stanęło by na tym, że pisałabym tu i w zeszycie o tym samym, a najpewniej nie pisałabym nic.

W pracy kolejny dzień na luzie. Nie ma ludzi nade mną, a ja sobie spokojnie robię co mam robić. Dużo jest pogaduszek w kuchni.
Z Bartkiem jak zawsze dużo stresu. Ja nie wiem czemu nie możemy się dogadać. Wkurza mnie to ciągłe czepianie się mnie, ja tak go się nie czepiam. Mu ciągle wszystko przeszkadza w moim zachowaniu. Często mam wszystkiego dość, ale jakoś trzeba sobie radzić.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Długi poniedziałek

W pracy fajnie, upierdliwe zadanka, ale jakoś poszło. Skalpel zrobiony. Zamiast siedzieć w domu, pracować z domu wolę pracę w biurze. Pogada się z kimś, wyjdzie do ludzi. Jest ciekawiej i lepiej.

Denerwują mnie ludzie, denerwuje mnie ich postawa wobec innej orientacji, brak szacunku. Teraz są dziwne czasy - byle udupić innych, a najlepiej w internecie. Tam to każdy odważny, byle się przypierdolić do kogoś. Świata się nie zbawi, ale nie chcę stać i się patrzeć. Czas nauczać się wyrażać pewnie swoje zdanie.

niedziela, 3 listopada 2019

Sprawozdanie tygodnia

Równo tydzień temu post, a ja wracam z podsumowaniem tygodnia. Chciałam trochę częściej pisać, ale będzie jak ma być, na spokojnie.

W pracy w porządku, w domu też jak zawsze. Ciągle czekam na swój domek i jeszcze poczekam 2 lata. Oby się to nie wydłużyło nie wiem jak bardzo. Mam nadzieję, że w nim będąc sami, bez Bartka rodziny będzie lepiej między nami. Chociaż i tak pewnie będzie tak samo, ale z drugiej strony trochę przestrzeni może nam pomoże czasami odpocząć od siebie. Na wszystkich zmarłych byliśmy w Kamieniu. Na mszę pojechaliśmy z tatą do Lemierzyc. On tam sobie pogadał z kolegami, o nas zapomniał. Później pojechaliśmy do Witnicy na jedzonko. Zebrało się dużo ludzi i niestety było za mało miejsca przy stole dla wszystkich. Dla mnie, Iwy i Asi zabrakło miejsca. Ola pofarbowała mi włosy na fioletowo. Mam straszny dylemat, bo podobał mi się ten rudawy co wyszedł, ale fiolet to fiolet. Od dawna go chciałam. Myślę, że może kiedyś spróbuję i takiego rudego jak ma Iwa. Wygląda cudnie.

Zawsze podziwiam Iwę za wszystko co osiągnęła, co potrafi, jak umie odnaleźć się w świecie, jaka jest odważna. Prawda jest taka, że Iwcia, jak zresztą i ja, wcale tak o sobie nie myśli. Wszystkiego się boi, myśli, że nic nie umie. Czasami ma dość bycia sobą. Rozumiem ją doskonale. Niestety to chyba przypadłość Stupaków. Mam nadzieję, że z Iwcią jeszcze będziemy czuć się ze sobą lepiej. To bardzo ważne, żeby być szczęśliwym.

Skalpel zaliczony. W ciągu tygodnia udało się trzy razy. Na wyjeździe do domu - nie wyszło. Zobaczymy jak wyjdzie w kolejnym.