Minęło już trochę czasu od przyjazdu Iwy, Dawida z Juliankiem i standardowe awantury to chleb powszedni. Chociaż staram się by był przyjazd ich przyjemny to nasze kłótnie na pewno to psują. Nie wiem dlaczego nie możemy być dla siebie mili w najprostszych codziennych sytuacjach. W każdym możliwym momencie, o którym nawet nie pomyśli jako podżegacz kłótni.
"Nie kłóćmy się." - brzmi jak powtarzane słowo na zgodę, formułka która straciła znaczenie przez częste powtarzanie bez żadnego skutku.
"W swoim domu robię tak żeby mi było wygodnie"
"Nie obchodzi mnie moja rodzina. Jak na mnie obchodzić twoja."
Mamy inne poglądy światopoglądowe, jak sprawić żeby to nie przeszkadzało. W grę wchodzi dwójką małych dzieci, na których odbije się to najbardziej.
Lubię patrzeć na związek siostry. Oparty na miłości, szczęściu, szacunku. Na byciu miłym i opiekuńczym, troskliwym. Chciałabym taki dla nas ale czy jesteśmy w stanie to osiągnąć? Mam nadzieję, że tak, że jest to w dalszym ciągu możliwe.
Bardzo lubię jak mnie odwiedzają. Mówię mnie, bo dla mnie jest to bardzo ważne. Mamy z siostrą super więź i chcemy odwiedzać się jak najczęściej, a z racji odległości nie jest to możliwe z taką częstotliwością jak byśmy chciały. Marzy mi się wyjście do niej na herbatkę, pójście na pogaduszki i odsapnięcie.