czwartek, 24 października 2013

Dla siebie

Wrocław chyba mnie polubił. Ale czasami trzeba trochę odpocząć. Ten tydzień mnie zmęczył, chociaż nic nie robiłam. Od miesiąca nie byłam w domu. Brakuje mi go, teraz kiedy odliczam dni, z wielką niecierpliwością, coraz bardziej chcę na parę dni wrócić.
Tutaj nie jest mi źle, ale brakuje pewnej swobody. Mieszkam z osobami, których nie znam, z osobami otwartymi, odważnymi. Też bym chciała taka być. Za bardzo się stresuję. Może mam ten problem, na pewno mam, że chcę być kimś innym. Powinnam zaakceptować siebie, nic więcej nie jest potrzebne mi do szczęścia. Oprócz miłości.
Mam jej tyle do rozdania, do podzielenia się uczuciami, emocjami, bliskością, a nie mam z kim się podzielić. Tłumię w sobie to uczucie marząc by jakiś chłopak mnie przytulił. Trochę to zabawne.

Rozpoczęłam już chyba dwa tygodnie temu kurację włosową. Kolejną. Tym razem kupiłam suplement diety, który podobno działa. W Polsce jest tak, że suplement może, ale nie musi działać. Świetne to... W każdym razie liczę na efekty 3miesięcznej kuracji. Po niej chcę miesięczną kurację z żelazem i może znów wrócić do Merz Special Dragees, zależy jak będzie działać. Mam wielką nadzieję, że włosy pogrubią mi się. Naprawdę marzę o tym i czuję się brzydka mając cienkie. Patrzę tylko z zazdrością na koleżanki. Wrócę do domu, siostra podetnie końcówki zniszczone i zobaczymy jak to będzie. Nie wspomniałam, że piję herbatkę pokrzywową codziennie do tego i łykam tran. Podobno też bardzo dobre na włosy. Nawet dwa razy wypiłam siemię lniane, ale to koleżanki. Kupię sama i będę codziennie pić szklankę pokrzywy, szklankę siemia lnianego. Mam nadzieję, że pół roku starczy by było widać jakiś efekt. W akademiku na różne cuda mnie nie stać. Ale myślę o olejowaniu. Myjąc włoski rano chyba dam radę to robić. Tylko kupić trzeba olej z winogron bodajże. I inne produkty przez dziewczyny.

Co jeszcze robię dla siebie?
Ćwiczę! Wyzwanie z przysiadami. Na razie miesięczne wyzwanie przysiadów. Po miesiącu wyzwanie 300 przysiadów. Trzeba pracować nad pupą.

Coś jeszcze dla siebie robię? Tak, uczę się. :)

niedziela, 2 czerwca 2013

Tydzień za mną.

Jeszcze kolejne 3 tygodnie i powinien być jakiś efekt. Najbardziej interesuje mnie pupa i do tego zmierzam. Ma być zero cellulitu i tyle właśnie będzie! :)
W planie jest wyjazd do Wawy. Taaak! Musi być cudownie i na pewno będzie. Nawet jeśli Bartek nie przyjedzie z Pati na pewno spędzę miło czas. 

środa, 29 maja 2013

Ćwiczę.

Drugi dzień ćwiczeń. :) Dobrze idzie! Ciałko będzie coraz ładniejsze nawet i każdego dnia. Samopoczucie moje na pewno będzie coraz lepsze, a jeżeli będę czuć się lepiej to i wyglądać automatycznie też. Zapomniałam wspomnieć jakie to ćwiczenia: z Ewą Chodakowską, potocznie nazywane "skalpel". To taki zbiór różnych ćwiczeń mające ujędrnić ciało i wydłużyć mięśnie, od wewnątrz je wzmocnić. O ile dobrze zapamiętałam co Ewa mówi na początku. :) Zamierzać dodać fotkę przed i po miesiącu, ale jeszcze muszę zrobić, więc to jutro.

Jutro więcej.

poniedziałek, 27 maja 2013

Brakuje energii.

Dzisiejszy dzień mam nadzieję, że nie zmarnowany. Przeczytałam dalszą część książki "Jednoroczna wdowa". Czyta się powoli, ale mam czas. Mogę spokojnie czytać po jednym, dwóch rozdziałach. :) A do tego zrobiłam wyborne (zdaniem Iwy) ziemniaki. Polubiłam ich obieranie. Chyba powoli uwydatniają się we mnie wrodzone cechy kobiety. Chociaż zamiast "M jak miłość" oglądanego przez tatę wolałabym "Hancocka". Niestety nie zawsze ma się to co się chce. Ale tak prawdę mówiąc serial nie jest taki zły. 
Jeździłam dziś na rowerze. Zmęczona czuję się o wiele lepiej. Tak myślę, by wreszcie na poważnie zacząć ćwiczyć. Na zmianę ćwiczenia z Chodakowską i rower. Zdecydowanie to jest dobry pomysł. Nie żebym narzekała na swoje ciało, bo lubię. Jest szczupłe, ale po prostu szczupłe i brakuje w nim trochę energii. 

niedziela, 26 maja 2013

Dzieci babci, ciocie i wujkowie.

Chwilowa przerwa z przenoszeniem notek z mylog. Cały czas zastanawiam się czy dobrze robię przenosząc, w końcu tam są blogi, które czytałam i jest, co najważniejsze atmosfera. Nie ma to jak taka rodzinna atmosfera myloga. Dla prywatności i braku rywalizowania o popularność wybór pada na bloggera.

Odwiedziny babci jak zawsze są miłą częścią niektórych niedziel. Dziś mnie wyściskała. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam, że mnie nie lubi. Może na swój własny sposób lubi. Przecież sama lubię na różne sposoby, nie mówiąc już o miłości. Jakkolwiek głupio zabrzmi - kocham wszystkich ludzi, nie tylko, że taka jest idea chrześcijaństwa. A może właśnie ono mnie tego nauczyło? Raczej w tę stronę powinno to być.
Lubię inaczej Patrycję, inaczej Alę, a już całkiem inaczej siostrę. Inaczej ich wszystkich kocham, a całkiem inaczej Bartka. Nie znaczy to wcale, że jest coś w tym złego, w którejkolwiek formie moich czułości.
Boli mnie to, że babcia jest wykorzystywane. Nie rozumiem dlaczego jej dzieci, nie wspominając jej WŁASNE dzieci, nie są wobec niej nastawione bardziej pomocnie. Przecież bez sensu jest to, że chcą od niej kasę i jakoś tak traktują... Brakuje mi słowa odpowiedniego i sama nie umiem nazwać jak. Niby nie tak źle, ale nie są wcale pomocni. Nie zadbają o dom, który już się rozpada, nie zawiozą do lekarza, nie licząc taty. Są obok, mieszka ciocia z babcią, ale czegoś mi w tym brakuje. Miłości? Na pewno jest. Czyżby w innej formie niż powinna być? Albo za dużo oczekuję od ludzi. Być może właśnie to drugie z czym mama mogłaby polemizować. Raczej trzymamy jedną stronę, ale nie zawsze. W tym temacie myślę, że jesteśmy zgodne.

Przeszkadza mi maseczka na włosach. Czuję jak mi spadają pasma włosów i cały czepek spada. Dobrze, że nikt niepożądany tego nie widzi. Na bank śmiałby się z mojego wyglądu, który na szczęście normalizuje ręcznik na głowie. Tylko Iwa może zobaczyć mnie, gdy wyglądam co najmniej dziwnie. Ostatnio zostawiła w kieszeni Dawida swój telefon. Co on robił? Oglądał zdjęcia. A kogo głupie zdjęcia tam były? Moje... Trochę się pośmiał, ale wytrzymam jego śmiech, bo jest w porządku chłopakiem. Jednych z niewielu, w których całokształt lubię i chyba nie mam nic do zarzucenia, co nie oznacza, że nie ma wad. Nie ma takich, które wg mnie są bardzo wymagającymi poprawy.
Dlaczego mam akceptować kogoś w kim coś mi przeszkadza? Jeżeli pracuje nas swoją wadą to jest super, zresztą wtedy nie przeszkadza mi to coś, bo widzę, że jemu samemu też. Ale jeśli nie przeszkadza? Nie znoszę chamstwa. Nienawidzę. I nic na to nie poradzę. Ale by nie było za dużo w jednym o tym jutro. I o serii "Cienie" też jutro, bo przeczytałam już wczoraj całą, ale ciągle są bieżące sprawy, o których chcę napisać. Nawet teraz jeszcze mogłabym pisać dużo. O tym jaka jestem słaba, tchórzliwa i jak boję się odrzucenia. Za dużo na teraz.

piątek, 24 maja 2013

Dzień dla znajomych.

Cały czas zastanawiam się czy dobrze zrobiłam przenosząc tu swojego bloga. Nie ma co się zastanawiać długo tylko określić krótko tak/nie i dlaczego. Koniec rozmyślań.

Szybka pobudka rano, 5.45, mycie się i wyjazd do Gorzowa. Bez nas, maturzystów od razu jest o wiele więcej miejsca z czego na pewno cieszą się ci, którzy wsiadają w Nowinach. Nawet dla mnie było przyjemniej posiedzieć w spokoju, nie otoczona grupą ściśniętych ludzi.
Oprócz zdania kluczyka nie zostało mi nic do załatwienia w szkole. Nie licząc odebrania wyników matur. Trochę smutno będzie tak ostatecznie żegnać się z tą szkołą. Wspomnień jest wiele, niekoniecznie złych mimo Michała. Nie będę przecież pamiętać tylko tego co złe. To by podchodziło pod masochizm.
Lekarza znów nie było i zmarnowałam bilety. Niby nic takiego, ale zawsze by się przydały, a wykorzystanie takie by tylko sobie pojeździć raczej nie jest dobrym pomysłem.
Niesamowite było w dzisiejszym dniu to, że spotkałam przyjaciółkę. Umówiłyśmy się, że jedziemy razem do szkoły. Czekając na nią jak za czasów jeszcze maturzystek spotkałam Piotrka z kolegą. Często razem czekaliśmy. Ja na Alę, oni na kolegów. Zawsze bawi mnie widok kolejki, która ustawia się, by uścisnąć rękę z chłopakami. Poza tym są bardzo sympatyczni. Więcej wiem o Piotrku nie tylko dlatego, że to kuzyn Ali, ale że dużo z nim rozmawiałam. Jego kolega (nawet nie wiem, nie pamiętam jak się nazywa. O wiem, ksywa UFIR :D) raczej się nie odzywał. Taki nieśmiały trochę. Naprawdę dużo radości sprawił mi ich widok.
W szkole Magazynier. Biedny Magi miał dziś maturę ustną z polskiego. Tak późno!
Na pkp, kiedy czekałam na pociąg powrotny spotkałam kuzynkę. Agata jest całkiem inna od rodzeństwa. Chociaż prawdę mówiąc raczej nie znam reszty, ale po samym wyglądzie życia widać, że ma inaczej poukładane w głowie. Najmłodsza, ale najmądrzejsza. Pewnie uczy się z błędów sióstr, bo brat chyba jeszcze większego nie zrobił.
W pociągu za to nowa znajomość. Mama musi być mi wdzięczna, bo zachęciłam dziewczynę do technikum w mojej wiosce. Wioska i technikum. Taki mały kontrast.
Pokazałam jak dość, chociaż nie jest to skomplikowane iść prosto i wskazałam gdzie jest sekretariat. Przy tym pochwaliłam nauczycieli mówiąc, że są naprawdę sympatyczni, a wiem bo są moimi sąsiadami. Większość. Przypomniałam sobie, że pisała testy gimnazjalne, więc pytam jak jej poszło. A no, że nie najgorzej. Fajnie.
- A tobie jak poszły testy?
- Hm, wiesz... ja pisałam teraz maturę.
Miło, że wzięła mnie za 3 lata młodszą.

I cały dzień boli tyłek po wczorajszej wspólnej* jeździe na rowerze.

*wspólna z Alą przez smsy

czwartek, 23 maja 2013

I znów o książkach.

Nikogo nie ma w domu, obiad zrobiony nawet za wcześnie. Biedni, będą musieli jeść zimny. Nigdy nie wiadomo kiedy kto wróci do domu. W każdym razie można podsmażyć ziemniaki, kotlety dopiero będą smażone. Wydaje mi się, że matka będzie ze mnie nie najgorsza. Chociaż lenistwo, którego chcę się wreszcie pozbyć przeszkadza jak cholera. W życiu ważne jest rozwijanie się i każda próba, która ma na celu  złagodzenie wad jest czymś pozytywnym i dobrym. Tak więc nawet ta bardzo powolna walka z lenistwem jest powodem do radości jeśli brakuje innych.
Jak już napisałam nikogo nie było i nadal nie ma w domu. Napisanie zdania zajmuje mi dziwnie dużo czasu. Zastanawiam się jakby od tego zależało moje życie. Wracając do tematu...
Jestem sama w domu, telewizor wyłączony, drzwi zamknięte na klucz, okna też pozamykane i można śpiewać. Pewnie sąsiedzi i tak co nieco słyszeli, ale mam nadzieję, że byli w pracy. I tak cały czas był stres, że za bardzo się wydrę i jak pani Ewa przyjdzie do mamy na ploteczki powie coś o moim "śpiewaniu", a wydaje mi się, że już kiedyś tak było. Mimo, że lubię, i chyba nie wychodzi mi tak źle skoro siostrze niektóre piosenki się podobają, to wolę by nikt nie słuchał. Najlepsze jest to, że piosenki facetów wychodzą mi lepiej niż kobiet. Pewnie mam męski głos albo po prostu niski. Ale to fajnie, bo wolę zespoły gdzie jest wokalista, a nie wokalistka. Z drugiej strony to chyba nie dziwne, bo mimo wszystko jestem kobietą.
***
Czytałam dziś książkę, którą zaczęłam już wczoraj. 
"Jednoroczna wdowa" John Irving
Pełna śmiałej erotyki i brawurowego komizmu historia miłosna opowiedziana głównie z perspektywy kobiety. Ruth, w dzieciństwie opuszczona przez matkę, robi zawrotną karierę literacką. Sukcesy zawodowe nie idą jednak w parze ze szczęściem osobistym. Kolejne nieudane związki potęgują tylko uczucie goryczy i samotności, towarzyszące jej od wczesnego dzieciństwa. (opis z okładki książki)

Śmiała erotyka jest całkiem inna od "50 twarzy Greya". Prawdę mówiąc drugiej nawet nie przeczytałam całej. Ciekawa byłam jak wyglądają te sceny erotycznie i... jakoś mnie nie zaciekawiły. Czekałam na nie od początku książki, a wytrwać do nich było ciężko. Książka nudna i o niczym. Straszne. Kiedy wreszcie coś się pojawiło czytam jednych tchem i nic. Nuda. Nawet jeśli dużo było tego erotyzmu to nie byłam w stanie nawet połowy przeczytać, bo strasznie nudne. "Jednoroczna wdowa" jest całkiem inna. Jest erotyka i jest treść. Po 135 stronach ile jest erotyki? Więc tak, chłopak onanizuje się przy ułożonych ubraniach kobiety na łóżku. Mąż tej kobiety, jeszcze mąż, rysuje akty kobiet, które są nieszczęśliwe. Oczywiście są one ich kochankami przez jakiś czas dopóki nie zniszczy ich psychiki. Seks nie jest praktycznie wcale opisany, chyba że kochali się na pieska albo tulił się do jej piersi.
I to jest jakaś książka ciekawa do poczytania. Oprócz tego pisana prosto i naprawdę jest zabawna, chociaż trochę też dziwna. Romans między 16latkiem, a 39letnią kobietą, w całym domu zdjęcia zmarłych synów i ciągle historie z ich dość krótkiego życia. 

Jak chodzi o książki, których ostatnio dużo czytam to jest jeszcze druga część "Cieni" czyli "Polowanie". Druga część nie jest taka zła, ale pierwsza bardziej mi się podobała. Zaczyna się wątek miłosny między Eve i Lukiem, a miałam wielką nadzieję, że nic takiego nie było. Nie lubię robienia z głównej bohaterki/bohatera osoby, która jest wyjątkowa w każdym calu, bez żadnych wad. Za bardzo nierealne. 

Chyba dochodzę do siebie i cieszę się z tego. Nikogo nie udawać i nie bać się być sobą.

środa, 22 maja 2013

Kolejne próby nie dają rezultatu.

Padający deszcz za oknem potęguje poczucie samotności nawet jeśli 2 metry przede mną śpi siostra i Żwirek. Podobno nie potrzebuję wielu osób, nowych znajomości. I to prawda. Nie potrzebuje na siłę szukać sobie przyjaciół. Czasami tylko wracają wspomnienia jak kiedyś było. Różnica jest ogromna biorąc pod uwagę każdy element, który składa się na osobowość. Nic dziwnego skoro patrzę na przedział 10 lat.
Człowiek w sobie powinien zachować trochę dziecka. Gdzie ono się we mnie zagubiło? Nie zachowuję się jak osoba dorosła, ani tym bardziej jak dziecko. Dziecko jest przebojowe, szczęśliwe poznawaniem świata. Dziecko nie boi się wszystkiego. Ja tak. Myślę jak opisać dorosłą osobą. Chyba nie można. Teraz jest tyle różnych osób, które uważają się za dorosłe i każdy jest inny. Pracowity lub nie, odpowiedzialny albo pozbawiony odpowiedzialności.
I znów wszystko się plącze i jest lanie wody zamiast cokolwiek sensownego.
Nawet nie wiem o czym chcę pisać.

Tak łatwo jest zgubić się w świecie.
Tak łatwo jest nie mówić nikomu o problemach.
Miałam zwyczaj mówić co jest u mnie nie tak, ale teraz nie chcę nikogo martwić. Poza tym oni mają swoje problemy, nie będą przejmować się swoimi. Ludzki egoizm jest coraz większy. Liczy się tylko własne ego. I niech później takie osoby narzekają, że mają trudności w zawieraniu znajomości. Kolejny raz się gubię.

To powinno być kwintesencją tej bezsensownej notki. Gubię się.


niedziela, 19 maja 2013

O książkach.

Myślę, że wakacje pomaturalne warto poświęcić na coś pożytecznego. Zabrałam się za czytanie książek. Zaciekawiła mnie książka, a właściwie dwie, które mama wypożyczyła dla siebie z biblioteki. Były to z jednej serii typowej dla młodzieży o dziewczynie i demonach. Tak, to z serii takich książek, jakich po "Zmierzchu" zrobiło się bardzo dużo.
"Niegrzeczni chłopcy są fani, ale randkowanie z demonem?" Już zapowiadało się ciekawie. Ale co widzę, mama wzięła książkę nr 2 i 3. Co zrobić? Wypożyczyłam nr 1, niestety przeczytałam w sobotę i już nie mogę doczekać się poniedziałku, czyli jutra, by wypożyczyć kolejne tomy. Takie książki są niby banalne. Może i są, ale dają dużo radości z czytania. Są wciągające, porywające, jest co nieco o miłości. Dlaczego ma się nie podobać 18letniej dziewczynie?
Nawet nie wspomniałam jaka to książka - "Cienie" Amy Meredith.

Kiedyś nękałam Iwę, by pożyczyła od koleżanki drugi tom książki, która niesamowicie mnie wciągnęła. Naprawdę bardzo! "Cienie" przypomniały mi o niej, ale nie mogę przekonać siostry, aby wreszcie pogadała z tą koleżanką. Jest tak bardzo dużo, ogrom wręcz ciekawych książek, które warto przeczytać. Słyszałam kiedyś o czymś takim jak Wishlista czy tego typu. Chyba zrobię taką książkową. To bardzo dobry pomysł, bo muszę uporządkować te wszystko które chcę przeczytać/mieć. To jutro, jak i napisanie o książce, którą dziś skończyłam czytać "Spalona" autora nie pamiętam, ale to jutro. :)

piątek, 5 kwietnia 2013

Nie dla mnie.

Parę chwil spędzonych na graniu w siatkówkę z nim i wracają wspomnienia. Nawet nie uśmiechnęłam się do niego, nawet nie spojrzałam na niego. Żałuję, że tego nie zrobiłam. Sam powiedział, że podobają mu się moje oczy. Podobają to chyba złe słowo, bo bardziej prawdopodobne, że podobały się.
Znów popisywał się, ale na pewno nie ze względu na mnie

wtorek, 2 kwietnia 2013

Miłość, która się nie kończy.

Maturalny czas nadszedł. Dziś arkusz z poprzedniego roku z matmy. Trzymamy kciuki za jak najlepsze wyniki.
W domu teraz dzieje się tak bardzo dużo i niekoniecznie dobrze. Jak wszędzie są plusy i są minuty. Teraz trzeba skorzystać, wyciągnąć ile tylko można z plusów, a minusy ignorować. Co innego można z nimi zrobić?
Czy separacja będzie dobrym pomysłem? Jeżeli mama się na to zdecyduje myślę, że tak. Teraz nie jest dobrze, więc może rozłąka da do myślenia i przyniesie poprawę w przyszłości. Na pewno są także obawy i to niemałe. W końcu ma dorastające dzieci, którym teraz potrzebny jest spokój. Ale czy w takiej sytuacji jest spokój?
To chyba trochę dziwne, że chciałabym, żeby tata się wyprowadził. Mamie nie będzie łatwo, ale wydaje mi się, że troszeczkę, co absurdalne lżej. Chociaż z drugiej strony nie chcę wnikać w mamy uczucia i jej umysł. Chcę dla niej jak najlepiej i zdam się na wspieranie jej decyzji.

Miłość do Żwirka nie ustaje. Jedyny mężczyzna, którego kocham.


piątek, 29 marca 2013

Kręcimy się w karuzeli.

Najwyższy czas uporządkować swoje życie. Teraz albo nigdy. Dlaczego teraz? Matura to bzdura. Może i tak, ale właśnie od niej zależy moje przyszłe życie. Mam ot tak pozwolić wszystko co do tej pory wniosłam w nie, czego nauczyli mnie nauczyciele i rodzice poszło na nic? Chcę dostać się na dobre studia. Osiągnąć coś w życiu. Chociaż mówią, że po studiach wcale nie będzie lepiej.
Chcę się wreszcie do czegoś przyłożyć. Zostało niewiele czasu, a moje plany pozostały takie same. Ich spełnienie jest tylko coraz trudniejsze, bo czas się kończy. Nie chodzi też wcale o rodziców, w końcu to moje życie i ja decyduje o tym co chcę robić. Sęk w tym, że bardzo dużo w nie wnieśli. Marnując je szkodzę sobie, sprawiam przykrość rodzicom, rodzinie, przyjaciołom.

Jak nie zmarnować?
Po pierwsze mniej czasu spędzać przy komputerze. Nie robię nic konstruktywnego, o ile cokolwiek robię. Po co więc? A tak, dla zabicia nudy. Tylko przy pc też się nudzę. Totalny bezsens. Nudzić się będę na starość, a nie teraz.
Druga sprawa spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi. Bez nich jak wiadomo życie nie jest takie samo. Doceniam ich wszystkich, ale nie wydaje mi się, bym specjalnie dużo dla nich robiła. O ile dla przyjaciół mam czas w szkole, po szkole dla innych, tak dla rodziców nie. Dlaczego? Nie chce mi się nic robić w kuchni.
Trzecia rzecz to lekcje. Całe liceum się opierdalam. Teraz mam nadzieję na dobrze napisaną maturę, na spełnienie moich wszystkich marzeń. Nie dałam nic od siebie i oczekuję teraz, że los ot tak da mi w zamian spełnione marzenia? Coś chyba tu nie gra.
I teraz kwestia najważniejsza. Przyczyna tego wszystkiego jest jedna - lenistwo. Zmora nie tylko moja, jednak w tym momencie muszę skupić się na sobie. Czasami po prostu muszę walnąć się porządnie w twarz, Aga ogarnij się, i zacząć cokolwiek robić.

To moje życie i jeżeli dam je zmarnować dołączę do idiotów, którzy nie wiedzą jak żyć.

środa, 27 marca 2013

Wielki dzień taty

Powinnam teraz siedzieć w wygodnym fotelu w pokoju nr 6 (chyba) w internacie, a zamiast tego siedzę w domu i oglądam Pokemony. W sumie nie przeszkadza mi to.
Usłyszałam tylko parę zdań, jedna scena. Wiecie co zapamiętałam z niej? By dobrze współpracować trzeba nawzajem sobie ufać. Bez tego nie wykona się poleceń drugiej osoby. Kto wie czy ona na pewno chce dla nas dobrze? Zaufanie to bardzo, bardzo ważne rzecz w kontaktach z ludźmi. Bez tego nie można stworzyć żadnej więzi, która może przetrwać. A żeby ją stworzyć potrzebny jest czas. Jak więc zbudować dobry związek?

  1. Poznać się. To oczywiste, że trzeba się przedstawić i parę faktów znać.
  2. Rozmawiać.
  3. Rozmawiać.
  4. Rozmawiać.
  5. Zaufać. 
Śmieszy mnie bardzo, gdy chłopak, którego poznaję zaraz zaczyna do mnie pisać. Dużo pisać. Chce się spotkać. To miłe, ale jakoś zawsze mnie to przeraża. Gościa ledwo znam, a on tak nachalnie. Coś mi tu nie gra. Naprawdę ważne jest poznanie się poprzez rozmowę. Taką spokojną, o wszystkim i o niczym. 

Coś mi się zdaje, że nie umiem pisać ładnie na temat. Zawsze muszę z niego zboczyć. Tak wracając do początku notki - ostatni dzień rekolekcji i mnie nie ma, kiedy byłam w poprzednie dni. Trochę mnie to smuci. Poza tym tak bardzo miło się siedziało z chłopakami. Czyżbym czuła się kimś? Ala mówi, że mam powodzenie w internacie. No cóż, jeżeli się miało stamtąd chłopaka i poznało się jego znajomych, którzy też mieszkają tam to chyba proste, że zna się parę osób. 

Pierwszy raz widziałam tatę przy komputerze! Niesamowite, sam włączył! Tato, jestem z Ciebie dumna. Nie sądziłam, że będziesz miał chęci do nauczenia się.

poniedziałek, 25 marca 2013

Let's get it started


Zaczynamy nową zabawę. Rekolekcje w szkole zapowiadają się bardzo ciekawe. Pierwszy dzień już za mną. Trzy godziny, które musiałam przeczekać spędziłam w towarzystwie kolegów z internatu. Podobno jestem tam nawet popularna. W sumie może bardziej znana, ale to oczywiste, jeżeli miało się chłopaka, który tam mieszka. Co robiliśmy cały ten czas? W sumie podziwiałam ich grę w LoLa. Może bardziej słuchałam, bo chyba to było ciekawsze od samego oglądania. Nie powiem, postacie bardzo mi się spodobały. Są prześliczne! Chciałabym nauczyć się grać, ale trzeba mieć czas, który w sumie mam, ale też lepszego lapka. Mój niestety do gier się nie nadaje. Poza tym matura tuż, tuż. Naprawdę trzeba zabrać się do roboty. Przecież tak mało czasu zostało.
Wracając do chłopaków. Uwielbiam ich. Gdy zobaczyłam, że siedzę obok szafeczki, gdzie trzymają spleśniałe jedzenie... Fuj. Mam alergię na pleśń, a tego było tam baaardzo dużo. Do tego serek wiejski napompowany. Czyli też spleśniał i jakieś gazy się ulatniały. W męskiej łazience, do której niepewnie weszłam sprawdziliśmy jak to wygląda pod wieczkiem. Emocje były niesamowite, zwłaszcza wtedy gdy Magi przebijał długopisem wieczko. Niestety nie było ani huku, ani nic nie prysnęło... Zmniejszyło to radość, ale chłopaki i tak cieszyli się jak dzieciaki.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Odprowadzili mnie na pociąg. Musieliśmy biec, bo tory są przy, a właściwie nad drogą którą zmierzaliśmy do celu, gdy zobaczyliśmy jadący pociąg. Daliśmy radę! Chociaż dzięki temu mnie zapamiętają. Poza tym było bardzo, bardzo miłe, gdy machali mi i stali cały czas, aż nie odjadę. Cieszę się, że znam takich ludzi.