Zaczynamy nową zabawę. Rekolekcje w szkole zapowiadają się bardzo ciekawe. Pierwszy dzień już za mną. Trzy godziny, które musiałam przeczekać spędziłam w towarzystwie kolegów z internatu. Podobno jestem tam nawet popularna. W sumie może bardziej znana, ale to oczywiste, jeżeli miało się chłopaka, który tam mieszka. Co robiliśmy cały ten czas? W sumie podziwiałam ich grę w LoLa. Może bardziej słuchałam, bo chyba to było ciekawsze od samego oglądania. Nie powiem, postacie bardzo mi się spodobały. Są prześliczne! Chciałabym nauczyć się grać, ale trzeba mieć czas, który w sumie mam, ale też lepszego lapka. Mój niestety do gier się nie nadaje. Poza tym matura tuż, tuż. Naprawdę trzeba zabrać się do roboty. Przecież tak mało czasu zostało.
Wracając do chłopaków. Uwielbiam ich. Gdy zobaczyłam, że siedzę obok szafeczki, gdzie trzymają spleśniałe jedzenie... Fuj. Mam alergię na pleśń, a tego było tam baaardzo dużo. Do tego serek wiejski napompowany. Czyli też spleśniał i jakieś gazy się ulatniały. W męskiej łazience, do której niepewnie weszłam sprawdziliśmy jak to wygląda pod wieczkiem. Emocje były niesamowite, zwłaszcza wtedy gdy Magi przebijał długopisem wieczko. Niestety nie było ani huku, ani nic nie prysnęło... Zmniejszyło to radość, ale chłopaki i tak cieszyli się jak dzieciaki.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Odprowadzili mnie na pociąg. Musieliśmy biec, bo tory są przy, a właściwie nad drogą którą zmierzaliśmy do celu, gdy zobaczyliśmy jadący pociąg. Daliśmy radę! Chociaż dzięki temu mnie zapamiętają. Poza tym było bardzo, bardzo miłe, gdy machali mi i stali cały czas, aż nie odjadę. Cieszę się, że znam takich ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz