Drugi dzień ćwiczeń. :) Dobrze idzie! Ciałko będzie coraz ładniejsze nawet i każdego dnia. Samopoczucie moje na pewno będzie coraz lepsze, a jeżeli będę czuć się lepiej to i wyglądać automatycznie też. Zapomniałam wspomnieć jakie to ćwiczenia: z Ewą Chodakowską, potocznie nazywane "skalpel". To taki zbiór różnych ćwiczeń mające ujędrnić ciało i wydłużyć mięśnie, od wewnątrz je wzmocnić. O ile dobrze zapamiętałam co Ewa mówi na początku. :) Zamierzać dodać fotkę przed i po miesiącu, ale jeszcze muszę zrobić, więc to jutro.
Jutro więcej.
środa, 29 maja 2013
poniedziałek, 27 maja 2013
Brakuje energii.
Dzisiejszy dzień mam nadzieję, że nie zmarnowany. Przeczytałam dalszą część książki "Jednoroczna wdowa". Czyta się powoli, ale mam czas. Mogę spokojnie czytać po jednym, dwóch rozdziałach. :) A do tego zrobiłam wyborne (zdaniem Iwy) ziemniaki. Polubiłam ich obieranie. Chyba powoli uwydatniają się we mnie wrodzone cechy kobiety. Chociaż zamiast "M jak miłość" oglądanego przez tatę wolałabym "Hancocka". Niestety nie zawsze ma się to co się chce. Ale tak prawdę mówiąc serial nie jest taki zły.
Jeździłam dziś na rowerze. Zmęczona czuję się o wiele lepiej. Tak myślę, by wreszcie na poważnie zacząć ćwiczyć. Na zmianę ćwiczenia z Chodakowską i rower. Zdecydowanie to jest dobry pomysł. Nie żebym narzekała na swoje ciało, bo lubię. Jest szczupłe, ale po prostu szczupłe i brakuje w nim trochę energii.
niedziela, 26 maja 2013
Dzieci babci, ciocie i wujkowie.
Chwilowa przerwa z przenoszeniem notek z mylog. Cały czas zastanawiam się czy dobrze robię przenosząc, w końcu tam są blogi, które czytałam i jest, co najważniejsze atmosfera. Nie ma to jak taka rodzinna atmosfera myloga. Dla prywatności i braku rywalizowania o popularność wybór pada na bloggera.
Odwiedziny babci jak zawsze są miłą częścią niektórych niedziel. Dziś mnie wyściskała. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam, że mnie nie lubi. Może na swój własny sposób lubi. Przecież sama lubię na różne sposoby, nie mówiąc już o miłości. Jakkolwiek głupio zabrzmi - kocham wszystkich ludzi, nie tylko, że taka jest idea chrześcijaństwa. A może właśnie ono mnie tego nauczyło? Raczej w tę stronę powinno to być.
Lubię inaczej Patrycję, inaczej Alę, a już całkiem inaczej siostrę. Inaczej ich wszystkich kocham, a całkiem inaczej Bartka. Nie znaczy to wcale, że jest coś w tym złego, w którejkolwiek formie moich czułości.
Boli mnie to, że babcia jest wykorzystywane. Nie rozumiem dlaczego jej dzieci, nie wspominając jej WŁASNE dzieci, nie są wobec niej nastawione bardziej pomocnie. Przecież bez sensu jest to, że chcą od niej kasę i jakoś tak traktują... Brakuje mi słowa odpowiedniego i sama nie umiem nazwać jak. Niby nie tak źle, ale nie są wcale pomocni. Nie zadbają o dom, który już się rozpada, nie zawiozą do lekarza, nie licząc taty. Są obok, mieszka ciocia z babcią, ale czegoś mi w tym brakuje. Miłości? Na pewno jest. Czyżby w innej formie niż powinna być? Albo za dużo oczekuję od ludzi. Być może właśnie to drugie z czym mama mogłaby polemizować. Raczej trzymamy jedną stronę, ale nie zawsze. W tym temacie myślę, że jesteśmy zgodne.
Przeszkadza mi maseczka na włosach. Czuję jak mi spadają pasma włosów i cały czepek spada. Dobrze, że nikt niepożądany tego nie widzi. Na bank śmiałby się z mojego wyglądu, który na szczęście normalizuje ręcznik na głowie. Tylko Iwa może zobaczyć mnie, gdy wyglądam co najmniej dziwnie. Ostatnio zostawiła w kieszeni Dawida swój telefon. Co on robił? Oglądał zdjęcia. A kogo głupie zdjęcia tam były? Moje... Trochę się pośmiał, ale wytrzymam jego śmiech, bo jest w porządku chłopakiem. Jednych z niewielu, w których całokształt lubię i chyba nie mam nic do zarzucenia, co nie oznacza, że nie ma wad. Nie ma takich, które wg mnie są bardzo wymagającymi poprawy.
Dlaczego mam akceptować kogoś w kim coś mi przeszkadza? Jeżeli pracuje nas swoją wadą to jest super, zresztą wtedy nie przeszkadza mi to coś, bo widzę, że jemu samemu też. Ale jeśli nie przeszkadza? Nie znoszę chamstwa. Nienawidzę. I nic na to nie poradzę. Ale by nie było za dużo w jednym o tym jutro. I o serii "Cienie" też jutro, bo przeczytałam już wczoraj całą, ale ciągle są bieżące sprawy, o których chcę napisać. Nawet teraz jeszcze mogłabym pisać dużo. O tym jaka jestem słaba, tchórzliwa i jak boję się odrzucenia. Za dużo na teraz.
Odwiedziny babci jak zawsze są miłą częścią niektórych niedziel. Dziś mnie wyściskała. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam, że mnie nie lubi. Może na swój własny sposób lubi. Przecież sama lubię na różne sposoby, nie mówiąc już o miłości. Jakkolwiek głupio zabrzmi - kocham wszystkich ludzi, nie tylko, że taka jest idea chrześcijaństwa. A może właśnie ono mnie tego nauczyło? Raczej w tę stronę powinno to być.
Lubię inaczej Patrycję, inaczej Alę, a już całkiem inaczej siostrę. Inaczej ich wszystkich kocham, a całkiem inaczej Bartka. Nie znaczy to wcale, że jest coś w tym złego, w którejkolwiek formie moich czułości.
Boli mnie to, że babcia jest wykorzystywane. Nie rozumiem dlaczego jej dzieci, nie wspominając jej WŁASNE dzieci, nie są wobec niej nastawione bardziej pomocnie. Przecież bez sensu jest to, że chcą od niej kasę i jakoś tak traktują... Brakuje mi słowa odpowiedniego i sama nie umiem nazwać jak. Niby nie tak źle, ale nie są wcale pomocni. Nie zadbają o dom, który już się rozpada, nie zawiozą do lekarza, nie licząc taty. Są obok, mieszka ciocia z babcią, ale czegoś mi w tym brakuje. Miłości? Na pewno jest. Czyżby w innej formie niż powinna być? Albo za dużo oczekuję od ludzi. Być może właśnie to drugie z czym mama mogłaby polemizować. Raczej trzymamy jedną stronę, ale nie zawsze. W tym temacie myślę, że jesteśmy zgodne.
Przeszkadza mi maseczka na włosach. Czuję jak mi spadają pasma włosów i cały czepek spada. Dobrze, że nikt niepożądany tego nie widzi. Na bank śmiałby się z mojego wyglądu, który na szczęście normalizuje ręcznik na głowie. Tylko Iwa może zobaczyć mnie, gdy wyglądam co najmniej dziwnie. Ostatnio zostawiła w kieszeni Dawida swój telefon. Co on robił? Oglądał zdjęcia. A kogo głupie zdjęcia tam były? Moje... Trochę się pośmiał, ale wytrzymam jego śmiech, bo jest w porządku chłopakiem. Jednych z niewielu, w których całokształt lubię i chyba nie mam nic do zarzucenia, co nie oznacza, że nie ma wad. Nie ma takich, które wg mnie są bardzo wymagającymi poprawy.
Dlaczego mam akceptować kogoś w kim coś mi przeszkadza? Jeżeli pracuje nas swoją wadą to jest super, zresztą wtedy nie przeszkadza mi to coś, bo widzę, że jemu samemu też. Ale jeśli nie przeszkadza? Nie znoszę chamstwa. Nienawidzę. I nic na to nie poradzę. Ale by nie było za dużo w jednym o tym jutro. I o serii "Cienie" też jutro, bo przeczytałam już wczoraj całą, ale ciągle są bieżące sprawy, o których chcę napisać. Nawet teraz jeszcze mogłabym pisać dużo. O tym jaka jestem słaba, tchórzliwa i jak boję się odrzucenia. Za dużo na teraz.
piątek, 24 maja 2013
Dzień dla znajomych.
Cały czas zastanawiam się czy dobrze zrobiłam przenosząc tu swojego bloga. Nie ma co się zastanawiać długo tylko określić krótko tak/nie i dlaczego. Koniec rozmyślań.
Szybka pobudka rano, 5.45, mycie się i wyjazd do Gorzowa. Bez nas, maturzystów od razu jest o wiele więcej miejsca z czego na pewno cieszą się ci, którzy wsiadają w Nowinach. Nawet dla mnie było przyjemniej posiedzieć w spokoju, nie otoczona grupą ściśniętych ludzi.
Oprócz zdania kluczyka nie zostało mi nic do załatwienia w szkole. Nie licząc odebrania wyników matur. Trochę smutno będzie tak ostatecznie żegnać się z tą szkołą. Wspomnień jest wiele, niekoniecznie złych mimo Michała. Nie będę przecież pamiętać tylko tego co złe. To by podchodziło pod masochizm.
Lekarza znów nie było i zmarnowałam bilety. Niby nic takiego, ale zawsze by się przydały, a wykorzystanie takie by tylko sobie pojeździć raczej nie jest dobrym pomysłem.
Niesamowite było w dzisiejszym dniu to, że spotkałam przyjaciółkę. Umówiłyśmy się, że jedziemy razem do szkoły. Czekając na nią jak za czasów jeszcze maturzystek spotkałam Piotrka z kolegą. Często razem czekaliśmy. Ja na Alę, oni na kolegów. Zawsze bawi mnie widok kolejki, która ustawia się, by uścisnąć rękę z chłopakami. Poza tym są bardzo sympatyczni. Więcej wiem o Piotrku nie tylko dlatego, że to kuzyn Ali, ale że dużo z nim rozmawiałam. Jego kolega (nawet nie wiem, nie pamiętam jak się nazywa. O wiem, ksywa UFIR :D) raczej się nie odzywał. Taki nieśmiały trochę. Naprawdę dużo radości sprawił mi ich widok.
W szkole Magazynier. Biedny Magi miał dziś maturę ustną z polskiego. Tak późno!
Na pkp, kiedy czekałam na pociąg powrotny spotkałam kuzynkę. Agata jest całkiem inna od rodzeństwa. Chociaż prawdę mówiąc raczej nie znam reszty, ale po samym wyglądzie życia widać, że ma inaczej poukładane w głowie. Najmłodsza, ale najmądrzejsza. Pewnie uczy się z błędów sióstr, bo brat chyba jeszcze większego nie zrobił.
W pociągu za to nowa znajomość. Mama musi być mi wdzięczna, bo zachęciłam dziewczynę do technikum w mojej wiosce. Wioska i technikum. Taki mały kontrast.
Pokazałam jak dość, chociaż nie jest to skomplikowane iść prosto i wskazałam gdzie jest sekretariat. Przy tym pochwaliłam nauczycieli mówiąc, że są naprawdę sympatyczni, a wiem bo są moimi sąsiadami. Większość. Przypomniałam sobie, że pisała testy gimnazjalne, więc pytam jak jej poszło. A no, że nie najgorzej. Fajnie.
- A tobie jak poszły testy?
- Hm, wiesz... ja pisałam teraz maturę.
Miło, że wzięła mnie za 3 lata młodszą.
I cały dzień boli tyłek po wczorajszej wspólnej* jeździe na rowerze.
*wspólna z Alą przez smsy
Szybka pobudka rano, 5.45, mycie się i wyjazd do Gorzowa. Bez nas, maturzystów od razu jest o wiele więcej miejsca z czego na pewno cieszą się ci, którzy wsiadają w Nowinach. Nawet dla mnie było przyjemniej posiedzieć w spokoju, nie otoczona grupą ściśniętych ludzi.
Oprócz zdania kluczyka nie zostało mi nic do załatwienia w szkole. Nie licząc odebrania wyników matur. Trochę smutno będzie tak ostatecznie żegnać się z tą szkołą. Wspomnień jest wiele, niekoniecznie złych mimo Michała. Nie będę przecież pamiętać tylko tego co złe. To by podchodziło pod masochizm.
Lekarza znów nie było i zmarnowałam bilety. Niby nic takiego, ale zawsze by się przydały, a wykorzystanie takie by tylko sobie pojeździć raczej nie jest dobrym pomysłem.
Niesamowite było w dzisiejszym dniu to, że spotkałam przyjaciółkę. Umówiłyśmy się, że jedziemy razem do szkoły. Czekając na nią jak za czasów jeszcze maturzystek spotkałam Piotrka z kolegą. Często razem czekaliśmy. Ja na Alę, oni na kolegów. Zawsze bawi mnie widok kolejki, która ustawia się, by uścisnąć rękę z chłopakami. Poza tym są bardzo sympatyczni. Więcej wiem o Piotrku nie tylko dlatego, że to kuzyn Ali, ale że dużo z nim rozmawiałam. Jego kolega (nawet nie wiem, nie pamiętam jak się nazywa. O wiem, ksywa UFIR :D) raczej się nie odzywał. Taki nieśmiały trochę. Naprawdę dużo radości sprawił mi ich widok.
W szkole Magazynier. Biedny Magi miał dziś maturę ustną z polskiego. Tak późno!
Na pkp, kiedy czekałam na pociąg powrotny spotkałam kuzynkę. Agata jest całkiem inna od rodzeństwa. Chociaż prawdę mówiąc raczej nie znam reszty, ale po samym wyglądzie życia widać, że ma inaczej poukładane w głowie. Najmłodsza, ale najmądrzejsza. Pewnie uczy się z błędów sióstr, bo brat chyba jeszcze większego nie zrobił.
W pociągu za to nowa znajomość. Mama musi być mi wdzięczna, bo zachęciłam dziewczynę do technikum w mojej wiosce. Wioska i technikum. Taki mały kontrast.
Pokazałam jak dość, chociaż nie jest to skomplikowane iść prosto i wskazałam gdzie jest sekretariat. Przy tym pochwaliłam nauczycieli mówiąc, że są naprawdę sympatyczni, a wiem bo są moimi sąsiadami. Większość. Przypomniałam sobie, że pisała testy gimnazjalne, więc pytam jak jej poszło. A no, że nie najgorzej. Fajnie.
- A tobie jak poszły testy?
- Hm, wiesz... ja pisałam teraz maturę.
Miło, że wzięła mnie za 3 lata młodszą.
I cały dzień boli tyłek po wczorajszej wspólnej* jeździe na rowerze.
*wspólna z Alą przez smsy
czwartek, 23 maja 2013
I znów o książkach.
Nikogo nie ma w domu, obiad zrobiony nawet za wcześnie. Biedni, będą musieli jeść zimny. Nigdy nie wiadomo kiedy kto wróci do domu. W każdym razie można podsmażyć ziemniaki, kotlety dopiero będą smażone. Wydaje mi się, że matka będzie ze mnie nie najgorsza. Chociaż lenistwo, którego chcę się wreszcie pozbyć przeszkadza jak cholera. W życiu ważne jest rozwijanie się i każda próba, która ma na celu złagodzenie wad jest czymś pozytywnym i dobrym. Tak więc nawet ta bardzo powolna walka z lenistwem jest powodem do radości jeśli brakuje innych.
Jak już napisałam nikogo nie było i nadal nie ma w domu. Napisanie zdania zajmuje mi dziwnie dużo czasu. Zastanawiam się jakby od tego zależało moje życie. Wracając do tematu...
Jestem sama w domu, telewizor wyłączony, drzwi zamknięte na klucz, okna też pozamykane i można śpiewać. Pewnie sąsiedzi i tak co nieco słyszeli, ale mam nadzieję, że byli w pracy. I tak cały czas był stres, że za bardzo się wydrę i jak pani Ewa przyjdzie do mamy na ploteczki powie coś o moim "śpiewaniu", a wydaje mi się, że już kiedyś tak było. Mimo, że lubię, i chyba nie wychodzi mi tak źle skoro siostrze niektóre piosenki się podobają, to wolę by nikt nie słuchał. Najlepsze jest to, że piosenki facetów wychodzą mi lepiej niż kobiet. Pewnie mam męski głos albo po prostu niski. Ale to fajnie, bo wolę zespoły gdzie jest wokalista, a nie wokalistka. Z drugiej strony to chyba nie dziwne, bo mimo wszystko jestem kobietą.
Jak już napisałam nikogo nie było i nadal nie ma w domu. Napisanie zdania zajmuje mi dziwnie dużo czasu. Zastanawiam się jakby od tego zależało moje życie. Wracając do tematu...
Jestem sama w domu, telewizor wyłączony, drzwi zamknięte na klucz, okna też pozamykane i można śpiewać. Pewnie sąsiedzi i tak co nieco słyszeli, ale mam nadzieję, że byli w pracy. I tak cały czas był stres, że za bardzo się wydrę i jak pani Ewa przyjdzie do mamy na ploteczki powie coś o moim "śpiewaniu", a wydaje mi się, że już kiedyś tak było. Mimo, że lubię, i chyba nie wychodzi mi tak źle skoro siostrze niektóre piosenki się podobają, to wolę by nikt nie słuchał. Najlepsze jest to, że piosenki facetów wychodzą mi lepiej niż kobiet. Pewnie mam męski głos albo po prostu niski. Ale to fajnie, bo wolę zespoły gdzie jest wokalista, a nie wokalistka. Z drugiej strony to chyba nie dziwne, bo mimo wszystko jestem kobietą.
***
Czytałam dziś książkę, którą zaczęłam już wczoraj.
"Jednoroczna wdowa" John Irving
Pełna śmiałej erotyki i brawurowego komizmu historia miłosna opowiedziana głównie z perspektywy kobiety. Ruth, w dzieciństwie opuszczona przez matkę, robi zawrotną karierę literacką. Sukcesy zawodowe nie idą jednak w parze ze szczęściem osobistym. Kolejne nieudane związki potęgują tylko uczucie goryczy i samotności, towarzyszące jej od wczesnego dzieciństwa. (opis z okładki książki)
Śmiała erotyka jest całkiem inna od "50 twarzy Greya". Prawdę mówiąc drugiej nawet nie przeczytałam całej. Ciekawa byłam jak wyglądają te sceny erotycznie i... jakoś mnie nie zaciekawiły. Czekałam na nie od początku książki, a wytrwać do nich było ciężko. Książka nudna i o niczym. Straszne. Kiedy wreszcie coś się pojawiło czytam jednych tchem i nic. Nuda. Nawet jeśli dużo było tego erotyzmu to nie byłam w stanie nawet połowy przeczytać, bo strasznie nudne. "Jednoroczna wdowa" jest całkiem inna. Jest erotyka i jest treść. Po 135 stronach ile jest erotyki? Więc tak, chłopak onanizuje się przy ułożonych ubraniach kobiety na łóżku. Mąż tej kobiety, jeszcze mąż, rysuje akty kobiet, które są nieszczęśliwe. Oczywiście są one ich kochankami przez jakiś czas dopóki nie zniszczy ich psychiki. Seks nie jest praktycznie wcale opisany, chyba że kochali się na pieska albo tulił się do jej piersi.
I to jest jakaś książka ciekawa do poczytania. Oprócz tego pisana prosto i naprawdę jest zabawna, chociaż trochę też dziwna. Romans między 16latkiem, a 39letnią kobietą, w całym domu zdjęcia zmarłych synów i ciągle historie z ich dość krótkiego życia.
Jak chodzi o książki, których ostatnio dużo czytam to jest jeszcze druga część "Cieni" czyli "Polowanie". Druga część nie jest taka zła, ale pierwsza bardziej mi się podobała. Zaczyna się wątek miłosny między Eve i Lukiem, a miałam wielką nadzieję, że nic takiego nie było. Nie lubię robienia z głównej bohaterki/bohatera osoby, która jest wyjątkowa w każdym calu, bez żadnych wad. Za bardzo nierealne.
Chyba dochodzę do siebie i cieszę się z tego. Nikogo nie udawać i nie bać się być sobą.
środa, 22 maja 2013
Kolejne próby nie dają rezultatu.
Padający deszcz za oknem potęguje poczucie samotności nawet jeśli 2 metry przede mną śpi siostra i Żwirek. Podobno nie potrzebuję wielu osób, nowych znajomości. I to prawda. Nie potrzebuje na siłę szukać sobie przyjaciół. Czasami tylko wracają wspomnienia jak kiedyś było. Różnica jest ogromna biorąc pod uwagę każdy element, który składa się na osobowość. Nic dziwnego skoro patrzę na przedział 10 lat.
Człowiek w sobie powinien zachować trochę dziecka. Gdzie ono się we mnie zagubiło? Nie zachowuję się jak osoba dorosła, ani tym bardziej jak dziecko. Dziecko jest przebojowe, szczęśliwe poznawaniem świata. Dziecko nie boi się wszystkiego. Ja tak. Myślę jak opisać dorosłą osobą. Chyba nie można. Teraz jest tyle różnych osób, które uważają się za dorosłe i każdy jest inny. Pracowity lub nie, odpowiedzialny albo pozbawiony odpowiedzialności.
I znów wszystko się plącze i jest lanie wody zamiast cokolwiek sensownego.
Nawet nie wiem o czym chcę pisać.
Tak łatwo jest zgubić się w świecie.
Tak łatwo jest nie mówić nikomu o problemach.
Miałam zwyczaj mówić co jest u mnie nie tak, ale teraz nie chcę nikogo martwić. Poza tym oni mają swoje problemy, nie będą przejmować się swoimi. Ludzki egoizm jest coraz większy. Liczy się tylko własne ego. I niech później takie osoby narzekają, że mają trudności w zawieraniu znajomości. Kolejny raz się gubię.
To powinno być kwintesencją tej bezsensownej notki. Gubię się.
Człowiek w sobie powinien zachować trochę dziecka. Gdzie ono się we mnie zagubiło? Nie zachowuję się jak osoba dorosła, ani tym bardziej jak dziecko. Dziecko jest przebojowe, szczęśliwe poznawaniem świata. Dziecko nie boi się wszystkiego. Ja tak. Myślę jak opisać dorosłą osobą. Chyba nie można. Teraz jest tyle różnych osób, które uważają się za dorosłe i każdy jest inny. Pracowity lub nie, odpowiedzialny albo pozbawiony odpowiedzialności.
I znów wszystko się plącze i jest lanie wody zamiast cokolwiek sensownego.
Nawet nie wiem o czym chcę pisać.
Tak łatwo jest zgubić się w świecie.
Tak łatwo jest nie mówić nikomu o problemach.
Miałam zwyczaj mówić co jest u mnie nie tak, ale teraz nie chcę nikogo martwić. Poza tym oni mają swoje problemy, nie będą przejmować się swoimi. Ludzki egoizm jest coraz większy. Liczy się tylko własne ego. I niech później takie osoby narzekają, że mają trudności w zawieraniu znajomości. Kolejny raz się gubię.
To powinno być kwintesencją tej bezsensownej notki. Gubię się.
niedziela, 19 maja 2013
O książkach.
Myślę, że wakacje pomaturalne warto poświęcić na coś pożytecznego. Zabrałam się za czytanie książek. Zaciekawiła mnie książka, a właściwie dwie, które mama wypożyczyła dla siebie z biblioteki. Były to z jednej serii typowej dla młodzieży o dziewczynie i demonach. Tak, to z serii takich książek, jakich po "Zmierzchu" zrobiło się bardzo dużo.
"Niegrzeczni chłopcy są fani, ale randkowanie z demonem?" Już zapowiadało się ciekawie. Ale co widzę, mama wzięła książkę nr 2 i 3. Co zrobić? Wypożyczyłam nr 1, niestety przeczytałam w sobotę i już nie mogę doczekać się poniedziałku, czyli jutra, by wypożyczyć kolejne tomy. Takie książki są niby banalne. Może i są, ale dają dużo radości z czytania. Są wciągające, porywające, jest co nieco o miłości. Dlaczego ma się nie podobać 18letniej dziewczynie?
Nawet nie wspomniałam jaka to książka - "Cienie" Amy Meredith.
Kiedyś nękałam Iwę, by pożyczyła od koleżanki drugi tom książki, która niesamowicie mnie wciągnęła. Naprawdę bardzo! "Cienie" przypomniały mi o niej, ale nie mogę przekonać siostry, aby wreszcie pogadała z tą koleżanką. Jest tak bardzo dużo, ogrom wręcz ciekawych książek, które warto przeczytać. Słyszałam kiedyś o czymś takim jak Wishlista czy tego typu. Chyba zrobię taką książkową. To bardzo dobry pomysł, bo muszę uporządkować te wszystko które chcę przeczytać/mieć. To jutro, jak i napisanie o książce, którą dziś skończyłam czytać "Spalona" autora nie pamiętam, ale to jutro. :)
"Niegrzeczni chłopcy są fani, ale randkowanie z demonem?" Już zapowiadało się ciekawie. Ale co widzę, mama wzięła książkę nr 2 i 3. Co zrobić? Wypożyczyłam nr 1, niestety przeczytałam w sobotę i już nie mogę doczekać się poniedziałku, czyli jutra, by wypożyczyć kolejne tomy. Takie książki są niby banalne. Może i są, ale dają dużo radości z czytania. Są wciągające, porywające, jest co nieco o miłości. Dlaczego ma się nie podobać 18letniej dziewczynie?
Nawet nie wspomniałam jaka to książka - "Cienie" Amy Meredith.
Kiedyś nękałam Iwę, by pożyczyła od koleżanki drugi tom książki, która niesamowicie mnie wciągnęła. Naprawdę bardzo! "Cienie" przypomniały mi o niej, ale nie mogę przekonać siostry, aby wreszcie pogadała z tą koleżanką. Jest tak bardzo dużo, ogrom wręcz ciekawych książek, które warto przeczytać. Słyszałam kiedyś o czymś takim jak Wishlista czy tego typu. Chyba zrobię taką książkową. To bardzo dobry pomysł, bo muszę uporządkować te wszystko które chcę przeczytać/mieć. To jutro, jak i napisanie o książce, którą dziś skończyłam czytać "Spalona" autora nie pamiętam, ale to jutro. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)