piątek, 29 marca 2013

Kręcimy się w karuzeli.

Najwyższy czas uporządkować swoje życie. Teraz albo nigdy. Dlaczego teraz? Matura to bzdura. Może i tak, ale właśnie od niej zależy moje przyszłe życie. Mam ot tak pozwolić wszystko co do tej pory wniosłam w nie, czego nauczyli mnie nauczyciele i rodzice poszło na nic? Chcę dostać się na dobre studia. Osiągnąć coś w życiu. Chociaż mówią, że po studiach wcale nie będzie lepiej.
Chcę się wreszcie do czegoś przyłożyć. Zostało niewiele czasu, a moje plany pozostały takie same. Ich spełnienie jest tylko coraz trudniejsze, bo czas się kończy. Nie chodzi też wcale o rodziców, w końcu to moje życie i ja decyduje o tym co chcę robić. Sęk w tym, że bardzo dużo w nie wnieśli. Marnując je szkodzę sobie, sprawiam przykrość rodzicom, rodzinie, przyjaciołom.

Jak nie zmarnować?
Po pierwsze mniej czasu spędzać przy komputerze. Nie robię nic konstruktywnego, o ile cokolwiek robię. Po co więc? A tak, dla zabicia nudy. Tylko przy pc też się nudzę. Totalny bezsens. Nudzić się będę na starość, a nie teraz.
Druga sprawa spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi. Bez nich jak wiadomo życie nie jest takie samo. Doceniam ich wszystkich, ale nie wydaje mi się, bym specjalnie dużo dla nich robiła. O ile dla przyjaciół mam czas w szkole, po szkole dla innych, tak dla rodziców nie. Dlaczego? Nie chce mi się nic robić w kuchni.
Trzecia rzecz to lekcje. Całe liceum się opierdalam. Teraz mam nadzieję na dobrze napisaną maturę, na spełnienie moich wszystkich marzeń. Nie dałam nic od siebie i oczekuję teraz, że los ot tak da mi w zamian spełnione marzenia? Coś chyba tu nie gra.
I teraz kwestia najważniejsza. Przyczyna tego wszystkiego jest jedna - lenistwo. Zmora nie tylko moja, jednak w tym momencie muszę skupić się na sobie. Czasami po prostu muszę walnąć się porządnie w twarz, Aga ogarnij się, i zacząć cokolwiek robić.

To moje życie i jeżeli dam je zmarnować dołączę do idiotów, którzy nie wiedzą jak żyć.

środa, 27 marca 2013

Wielki dzień taty

Powinnam teraz siedzieć w wygodnym fotelu w pokoju nr 6 (chyba) w internacie, a zamiast tego siedzę w domu i oglądam Pokemony. W sumie nie przeszkadza mi to.
Usłyszałam tylko parę zdań, jedna scena. Wiecie co zapamiętałam z niej? By dobrze współpracować trzeba nawzajem sobie ufać. Bez tego nie wykona się poleceń drugiej osoby. Kto wie czy ona na pewno chce dla nas dobrze? Zaufanie to bardzo, bardzo ważne rzecz w kontaktach z ludźmi. Bez tego nie można stworzyć żadnej więzi, która może przetrwać. A żeby ją stworzyć potrzebny jest czas. Jak więc zbudować dobry związek?

  1. Poznać się. To oczywiste, że trzeba się przedstawić i parę faktów znać.
  2. Rozmawiać.
  3. Rozmawiać.
  4. Rozmawiać.
  5. Zaufać. 
Śmieszy mnie bardzo, gdy chłopak, którego poznaję zaraz zaczyna do mnie pisać. Dużo pisać. Chce się spotkać. To miłe, ale jakoś zawsze mnie to przeraża. Gościa ledwo znam, a on tak nachalnie. Coś mi tu nie gra. Naprawdę ważne jest poznanie się poprzez rozmowę. Taką spokojną, o wszystkim i o niczym. 

Coś mi się zdaje, że nie umiem pisać ładnie na temat. Zawsze muszę z niego zboczyć. Tak wracając do początku notki - ostatni dzień rekolekcji i mnie nie ma, kiedy byłam w poprzednie dni. Trochę mnie to smuci. Poza tym tak bardzo miło się siedziało z chłopakami. Czyżbym czuła się kimś? Ala mówi, że mam powodzenie w internacie. No cóż, jeżeli się miało stamtąd chłopaka i poznało się jego znajomych, którzy też mieszkają tam to chyba proste, że zna się parę osób. 

Pierwszy raz widziałam tatę przy komputerze! Niesamowite, sam włączył! Tato, jestem z Ciebie dumna. Nie sądziłam, że będziesz miał chęci do nauczenia się.

poniedziałek, 25 marca 2013

Let's get it started


Zaczynamy nową zabawę. Rekolekcje w szkole zapowiadają się bardzo ciekawe. Pierwszy dzień już za mną. Trzy godziny, które musiałam przeczekać spędziłam w towarzystwie kolegów z internatu. Podobno jestem tam nawet popularna. W sumie może bardziej znana, ale to oczywiste, jeżeli miało się chłopaka, który tam mieszka. Co robiliśmy cały ten czas? W sumie podziwiałam ich grę w LoLa. Może bardziej słuchałam, bo chyba to było ciekawsze od samego oglądania. Nie powiem, postacie bardzo mi się spodobały. Są prześliczne! Chciałabym nauczyć się grać, ale trzeba mieć czas, który w sumie mam, ale też lepszego lapka. Mój niestety do gier się nie nadaje. Poza tym matura tuż, tuż. Naprawdę trzeba zabrać się do roboty. Przecież tak mało czasu zostało.
Wracając do chłopaków. Uwielbiam ich. Gdy zobaczyłam, że siedzę obok szafeczki, gdzie trzymają spleśniałe jedzenie... Fuj. Mam alergię na pleśń, a tego było tam baaardzo dużo. Do tego serek wiejski napompowany. Czyli też spleśniał i jakieś gazy się ulatniały. W męskiej łazience, do której niepewnie weszłam sprawdziliśmy jak to wygląda pod wieczkiem. Emocje były niesamowite, zwłaszcza wtedy gdy Magi przebijał długopisem wieczko. Niestety nie było ani huku, ani nic nie prysnęło... Zmniejszyło to radość, ale chłopaki i tak cieszyli się jak dzieciaki.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Odprowadzili mnie na pociąg. Musieliśmy biec, bo tory są przy, a właściwie nad drogą którą zmierzaliśmy do celu, gdy zobaczyliśmy jadący pociąg. Daliśmy radę! Chociaż dzięki temu mnie zapamiętają. Poza tym było bardzo, bardzo miłe, gdy machali mi i stali cały czas, aż nie odjadę. Cieszę się, że znam takich ludzi.