środa, 11 kwietnia 2018

Wracam po raz enty?

Zazwyczaj wracam na bloga, by zacząć od nowa co i tak się nie uda. Już 4 miesiące minęły od mojej "poprawy". Nie powiem - były chwile lepsze i gorsze w różnych kategoriach. Nie mogę tak do końca być zła na to co było, ale nie mogę być bardzo zadowolona.

Umiem robić różne rzeczy, umiem się na nich skupić, ale są to takie czynności, które nie wymagają większego wkładu. Chociaż i do tych co wymagają potrafiłam się przyłożyć i byłam bardzo zadowolona.

Dobrze działał mój "kajecik", w którym zapisywałam małe kroczki, było ich sporo, co mam zrobić konkretnego dnia. Miałam rozplanowane konkretne rzeczy i to dobrze robiło dla mojego dnia. Nie był marnowany - teraz jest. Myślę, że osiągnęłam szczyt swojego lenistwa i niechciejstwa. Nie robię nic. Absolutnie nic. Czasami robię co na uczelnię trzeba, a tak leżę brzuchem do góry i oglądam tv. Nie robię obiadu, bo mi się nie chce, a później jestem głodna. Nie włączałam ostatnio w ogóle laptopa. Telefon, gry, telewizor - wszystko czego mi trzeba było.

Teraz może jakimkolwiek pocieszeniem jest że to drugi dzień, którego udało mi się zmobilizować do biegania. Wieczorem nie bardzo mam czas, więc spróbowałam rano. Wstaję wcześnie z Bartkiem, jem śniadanie, czekam ok godziny i idę się przebiec. Nie tak łatwo wrócić po długim okresie lenistwa i nieróbstwa. Kondycja leży, ale też odżywianie legło i wszystko słabnie.

Cały ten mój czas można podsumować "Wszystko na nic/".

Myślę, że ustawię ten blog prywatnym i będę mogła bezpiecznie pisać wszystko co mi leży na sercu, o tym jak beznadziejna jestem i o małych kroczkach do przodu. Pisać jak minął dzień - co zrobiłam konstruktywnego. Czy cokolwiek?
Podsumowanie pod koniec dnia.
***
Dzień upłynął na sprzątaniu kuchni, przebiegnięciu się. I chyba z grubsza to tyle, oczywiście nie liczę oglądania tv.

czwartek, 11 stycznia 2018

Już ponad tydzień po postanowieniach

których tak naprawdę nie robiłam. Prowadzę dzienniczek, który dostałam od mamy i tam zapisuję wszystkie ważne sprawy i moje plany. Tydzień trzymałam się ich bardzo, teraz trochę mniej. Kryzys w końcu nadszedł, ale nie można się poddawać. Wczoraj słyszałam, że to normalne, że w takich postanowieniach nie wytrwamy cały czas, ale nie można od razu myśleć, że jest się beznadziejnym.
To właśnie mój problem. Mała czy większa porażka i od razu czuję się okropnie, że nie jestem wiele warta. A to nieprawda. Błądzić jest rzeczą ludzką, jak i popełnianie błędów i upadanie.
Ważne to przeanalizować błędy i nie robić ich ponownie.

Obejrzałam filmik NikkieTutorials z gościem, którego raz widziałam u innej jutuberki. Bardzo mnie zainspirowali. Nie maluję się na uczelnię, bo nie wydaje mi się to odpowiednie. Nie chcę, żeby myśleli, że tylko makijaż mi w głowie. Dopiero jak wracam pomaluję sobie twarz. No i nie maluję się na uczelnię tak, bo raczej jest to mocniejszy makijaż. Może nie najmocniejszy, ale jednak.

Z Bartkiem jestem znowu szczęśliwa. Wczoraj wieczorem dopadła mnie przeszłość chociaż myślałam, że już się z nią pogodziłam. Dziś z kolei przykro mi, że Iwa z Dawidem poszli na kawę, a my tak siedzimy przed laptopami i nic. Ale nie mam do niego pretensji o to. Sama nie zaproponowałam, żebyśmy wyszli, ale też nie wydaje mi się, żeby chciało mu się jechać gdzieś na kawę. Przecież można zrobić w domu.

Teraz myślę, że jest dobry czas na uzupełnienie swojego dzienniczka. Sprawdzenie dokładnie co i ile muszę zrobić i sobie rozpisać. Dobrze jest nie mieć zaległości.

środa, 3 stycznia 2018

Nowy rok

Trochę mało wyszło z pisania codziennego. W czasie śmierci babci nie chciałam pisać, później wieczorami trochę mało czasu było, czas przed świętami też nie było za dużo wolnego czasu i zleciało. Wolałam spędzić czas z rodziną niż siedzieć i pisać przy komputerze, chociaż tak dużo czasu by mi nie zajęło.

Muszę spiąć tyłek i zacząć pracować. Miałam dziś wstać wcześniej, ale nie wyszło.  Jakoś nic nie wychodzi. Myślałam, że coś ciekawego teraz napiszę, ale prawdę mówiąc muszę przysiąść i pomyśleć co chcę i dopiero zacząć pisać.

Do wieczora!

Co chciałam na dziś zrobiłam. Jutro czeka mnie bardzo ciekawy dzień. Dowiem się ile mam czasu na projekt z Django. Mam nadzieję, że większość uda mi się zrobić w ciągu tygodnia - licząc do środy. Mam wielką nadzieję, że mi się uda. Nie mam siły na pisanie o planach na nowy rok, bo spać się chce. Z ciekawości wylałam dziś rosół dwa razy - najpierw ze słoika, a później źle odłożyłam garnek na kuchenkę i chyba chochla przeciążyła i też się wylały resztki.

ZGŁOSIŁAM SIĘ NA REPETYTORIUM Z PROGRAMOWANIA PIERWSZY RAZ