niedziela, 26 maja 2013

Dzieci babci, ciocie i wujkowie.

Chwilowa przerwa z przenoszeniem notek z mylog. Cały czas zastanawiam się czy dobrze robię przenosząc, w końcu tam są blogi, które czytałam i jest, co najważniejsze atmosfera. Nie ma to jak taka rodzinna atmosfera myloga. Dla prywatności i braku rywalizowania o popularność wybór pada na bloggera.

Odwiedziny babci jak zawsze są miłą częścią niektórych niedziel. Dziś mnie wyściskała. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam, że mnie nie lubi. Może na swój własny sposób lubi. Przecież sama lubię na różne sposoby, nie mówiąc już o miłości. Jakkolwiek głupio zabrzmi - kocham wszystkich ludzi, nie tylko, że taka jest idea chrześcijaństwa. A może właśnie ono mnie tego nauczyło? Raczej w tę stronę powinno to być.
Lubię inaczej Patrycję, inaczej Alę, a już całkiem inaczej siostrę. Inaczej ich wszystkich kocham, a całkiem inaczej Bartka. Nie znaczy to wcale, że jest coś w tym złego, w którejkolwiek formie moich czułości.
Boli mnie to, że babcia jest wykorzystywane. Nie rozumiem dlaczego jej dzieci, nie wspominając jej WŁASNE dzieci, nie są wobec niej nastawione bardziej pomocnie. Przecież bez sensu jest to, że chcą od niej kasę i jakoś tak traktują... Brakuje mi słowa odpowiedniego i sama nie umiem nazwać jak. Niby nie tak źle, ale nie są wcale pomocni. Nie zadbają o dom, który już się rozpada, nie zawiozą do lekarza, nie licząc taty. Są obok, mieszka ciocia z babcią, ale czegoś mi w tym brakuje. Miłości? Na pewno jest. Czyżby w innej formie niż powinna być? Albo za dużo oczekuję od ludzi. Być może właśnie to drugie z czym mama mogłaby polemizować. Raczej trzymamy jedną stronę, ale nie zawsze. W tym temacie myślę, że jesteśmy zgodne.

Przeszkadza mi maseczka na włosach. Czuję jak mi spadają pasma włosów i cały czepek spada. Dobrze, że nikt niepożądany tego nie widzi. Na bank śmiałby się z mojego wyglądu, który na szczęście normalizuje ręcznik na głowie. Tylko Iwa może zobaczyć mnie, gdy wyglądam co najmniej dziwnie. Ostatnio zostawiła w kieszeni Dawida swój telefon. Co on robił? Oglądał zdjęcia. A kogo głupie zdjęcia tam były? Moje... Trochę się pośmiał, ale wytrzymam jego śmiech, bo jest w porządku chłopakiem. Jednych z niewielu, w których całokształt lubię i chyba nie mam nic do zarzucenia, co nie oznacza, że nie ma wad. Nie ma takich, które wg mnie są bardzo wymagającymi poprawy.
Dlaczego mam akceptować kogoś w kim coś mi przeszkadza? Jeżeli pracuje nas swoją wadą to jest super, zresztą wtedy nie przeszkadza mi to coś, bo widzę, że jemu samemu też. Ale jeśli nie przeszkadza? Nie znoszę chamstwa. Nienawidzę. I nic na to nie poradzę. Ale by nie było za dużo w jednym o tym jutro. I o serii "Cienie" też jutro, bo przeczytałam już wczoraj całą, ale ciągle są bieżące sprawy, o których chcę napisać. Nawet teraz jeszcze mogłabym pisać dużo. O tym jaka jestem słaba, tchórzliwa i jak boję się odrzucenia. Za dużo na teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz