Równo tydzień temu post, a ja wracam z podsumowaniem tygodnia. Chciałam trochę częściej pisać, ale będzie jak ma być, na spokojnie.
W pracy w porządku, w domu też jak zawsze. Ciągle czekam na swój domek i jeszcze poczekam 2 lata. Oby się to nie wydłużyło nie wiem jak bardzo. Mam nadzieję, że w nim będąc sami, bez Bartka rodziny będzie lepiej między nami. Chociaż i tak pewnie będzie tak samo, ale z drugiej strony trochę przestrzeni może nam pomoże czasami odpocząć od siebie. Na wszystkich zmarłych byliśmy w Kamieniu. Na mszę pojechaliśmy z tatą do Lemierzyc. On tam sobie pogadał z kolegami, o nas zapomniał. Później pojechaliśmy do Witnicy na jedzonko. Zebrało się dużo ludzi i niestety było za mało miejsca przy stole dla wszystkich. Dla mnie, Iwy i Asi zabrakło miejsca. Ola pofarbowała mi włosy na fioletowo. Mam straszny dylemat, bo podobał mi się ten rudawy co wyszedł, ale fiolet to fiolet. Od dawna go chciałam. Myślę, że może kiedyś spróbuję i takiego rudego jak ma Iwa. Wygląda cudnie.
Zawsze podziwiam Iwę za wszystko co osiągnęła, co potrafi, jak umie odnaleźć się w świecie, jaka jest odważna. Prawda jest taka, że Iwcia, jak zresztą i ja, wcale tak o sobie nie myśli. Wszystkiego się boi, myśli, że nic nie umie. Czasami ma dość bycia sobą. Rozumiem ją doskonale. Niestety to chyba przypadłość Stupaków. Mam nadzieję, że z Iwcią jeszcze będziemy czuć się ze sobą lepiej. To bardzo ważne, żeby być szczęśliwym.
Skalpel zaliczony. W ciągu tygodnia udało się trzy razy. Na wyjeździe do domu - nie wyszło. Zobaczymy jak wyjdzie w kolejnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz