niedziela, 27 października 2019

Test wytrwałości

Próba przygotowywania sobie ubrań na kolejny dzień spełzł na niczym. Źle piszę... Jeden dzień się udało. I tak to umarło śmiercią naturalną.
Smucą mnie dni, w które nie robię nic pożytecznego. Odkąd mieszkamy na wsi z teściami czuję, że nie robię nic. Nie muszę gotować, robić prania, za bardzo sprzątać. Weekendami szłam do Bartka siostry na pogaduszki, a teraz nie chcę ich za bardzo obarczać swoją osobą.
Brakuje mi robienia czegoś. Nawet pójścia na zakupy, chociaż to nie nawet, bo to ważna część funkcjonowania. W Lublinie nawet poszłam na oględziny Rossmanna albo towaroteki Biedronki i sprawdzałam co nowego jest, bo może coś znajdę tanio. Teraz w weekendy najchętniej bym spała, chociaż teraz miałam co robić. Zawiozłam dziewczynki na konie, wróciłam, zrobiłam obiad, posprzątałam, nawet wyprasowałam pranie.
Dzisiaj były urodziny Kuby, 7me urodziny. Nie rozumiem jak dziecko w takim wieku może nie mieć organizowanych urodzin z innymi dziećmi. Jaki jest sens robić urodziny dziecka i zapraszać samych dorosłych? Wyglądało to jak imieniny kogoś, a nie urodziny dzieciaka. Można by się pomylić gdyby nie kupa prezentów. Mam wielką nadzieję, że będę mądrzejszą mamą. Nie muszę mieć nadziei, bo wiem, że taką będę. Bartek też będzie dobrym ojcem, wiem to. Oby nie był wychowywany jak on, dalej walczę ze skutkami ostatniego rozpieszczonego dziecka. Może nie widać na pierwszy rzut oka, ale jak się mieszka to widać różne rzeczy, które wskazują na to.
To byłby taki powrót po długim czasie. Chcę pisać regularnie co się dzieje u mnie w życiu. Chcę wrócić do regularności w wielu sprawach, nie chcę marnować czasu na głupoty (na niektóre można). Nie chcę marnować czasu, który tutaj mam.

I nie mogę doczekać nowego domu. Jeszcze 2 lata. Niech to zleci jak najszybciej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz